Opublikowano 24 marca 2020 roku.

Wybaczcie proszę temat i treść niniejszego artykułu, wykraczający znacznie poza offroadową tematykę. Czasy jednak są szczególne i uznałem, że moje obserwacje i wnioski mogą się komuś przydać.

Na wstępie pragnę podkreślić, że jestem zwykłym ludkiem, karmionym propagandą z powszechnie dostępnych mediów. Moim wieloletnim hobby jest jednak cybernetyka, której zgłębianie sprawia, że na aktualną „pandemię” patrzę analitycznie, szukając szerszego kontekstu.

Cybernetyka jest bowiem nauką o sterowaniu. Zakłada ona, że wszystko, co się dzieję dookoła, jest procesem, który ma swojego sterującego i cel, służący sterującemu. Stara się tego sterującego i cel odkryć, a kiedy to osiąga, to jest w stanie, w znacznym stopniu, przewidzieć przyszłe zdarzenia.

No to teraz bez obwijania w bawełnę:

Moim zdaniem, całą tą zawieruchą z korona wirusem steruje chiński reżim, a jego celem jest zdobycie przez Chiny pozycji nowego, światowego hegemona. Prowadzi przy tym tzw. wojnę informacyjną, której nie waham się nazwać trzecią wojną światową.

Uzasadnienie swojej tezy, zacznę od przybliżenia pojęcia wojny informacyjnej.

Jej koncepcja powstała w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, niezależnie w Stanach Zjednoczonych Ameryki i w Związku Radzieckim. Wcześniej teoretycy wojny nie mieli rozterek; celem wojny zawsze były korzyści ekonomiczne. Agresor rabował podbijany teren i wracał z łupami do siebie albo długotrwale go okupował, czerpiąc zyski z naturalnych bogactw, zasobów i pracy podbitej ludności.

Do ataku wystarczyło, żeby agresor był przekonany, że będzie w stanie dokonać grabieży lub okupacji i że ona się opłaci, biorąc pod uwagę niezbędne do poniesienia koszty.

I z tym właśnie zaczął się problem w latach siedemdziesiątych. Nagromadzone arsenały powodowały obawę ogromnych strat własnych, oraz że po wojnie jądrowej, nie będzie już nic do rabowania czy okupowania.

Zaczęto więc szukać nowych sposobów podbojów, analizując procesy zachodzące w głowach ludzi, zarówno indywidualnie jak i w całych zbiorowościach. Uznano, że można nad nimi zapanować, operując odpowiednio informacjami i w efekcie sprawić, że ludzie sami uczynią się niewolnikami. Na dodatek nie będą świadomi swego niewolnictwa, a swoich oprawców mogą traktować jak wybawców.

Od tamtej pory wypracowano całe tony teorii, opierając się na dokonaniach psychologii, psychiatrii oraz socjocybernetyki (to dział cybernetyki, zajmujący się sterowaniem społecznym). Podjęto też wiele praktycznych działań, jak np. stworzenie specjalnych formacji wojsk do walki informacją.

W wyniku ich działań obalono parę rządów i wprowadzono chaos na ogromnym obszarze świata. Majstersztykiem było np. przejęcie Krymu przez Rosję… Mógłbym wiele o tym pisać, ale wróćmy do mojej tezy.

Dlaczego uważam, że trwa wojna informacyjna?

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że aktualnie w sposób niebywały zahamowane zostały gospodarki wielu państw. Rwą się łańcuchy dostaw. W naszym regionie weryfikacji zaczyna podlegać koncepcja Unii Europejskiej i dotknie to też zapewne w niedługim czasie sojuszy militarnych.

Przyczyną tych zjawisk, jest tylko i wyłącznie informacja, choć większość pewnie odpowie, że korona wirus. Moim zdaniem, nie da się ich w żaden sposób wytłumaczyć materialnym oddziaływaniem wirusa. Statystyki pokazują przecież wyraźnie, że zwykła, znana nam i powszechna w poprzednich latach grypa, pochłaniała nie mniej ofiar niż obecna epidemia. A jeśli spojrzeć na statystyki drogowe, to ilość ofiar na polskich drogach, już dawno powinna skutkować nakazem pozostania w domach…

Materialnie państwa, gospodarki i ludzie nie ucierpieli w żaden istotny i nadzwyczajny sposób bezpośrednio przez korona wirusa. Nie zmniejszyły się żadne zasoby. Skąd wzięła się zatem ta ogromna dysproporcja między zagrożeniami, jakie wywołuje korona wirus, a środkami podjętymi do walki z nim?

Odpowiedź umiem dać tylko jedną jest to efekt bardzo precyzyjnie przemyślanego i przeprowadzonego, chińskiego ataku informacyjnego, czyli informacyjnej wojny.

Jaki jest chiński plan?

Chiny, moim zdaniem, zdecydowały się na wywołanie światowego zamętu, z którego chcą wyjść zwycięsko jako najmocniejsza gospodarka na naszym globie, zyskując dodatkowo glorię pierwszej ofiary i równocześnie sprawnego i przyjaznego państwa, zapewniającego pomoc innym potrzebującym.

Pierwszy etap chińskich działań, polegał na pokazaniu całemu światu epidemii u siebie. Chodziło o wywołanie strachu, dlatego wysyłane relacje były drastyczne.

Epatowano nas obrazami personelu medycznego w niemal kosmicznych kombinezonach. Widzieliśmy zastępy ludzi również w kosmicznych strojach, dokonujących odkażania ulic i budynków, a nawet specjalistyczne pojazdy rozpylające coś wzdłuż dróg.

Pokazywano „chorych” na siłę zamykanych w izolatkach, całe „wymarłe” miasta, trupy w workach oraz bohaterskich lekarzy i dziennikarzy, którzy wbrew reżimowi ujawniali „prawdę”. Nie zapominano przy tym, podkreślać sprawności i skuteczności państwa chińskiego. W relacjach znajdował się czas na pokazywanie nowoczesnych miast, autostrad, kolei. Były także nowoczesne szpitale, łącznie ze zbudowanym w sześć dni…

Już wtedy dawało mi to wiele do myślenia. Wszak Chiny na przestrzeni dziejów, w tym także w ostatnich dziesięcioleciach, nigdy nie przejmowały się nawet milionami ofiar.

Mających co do tego wątpliwości, odsyłam do poczytania o wielkim głodzie w Chinach, o rewolucji kulturalnej, o prześladowaniach za wiarę, politykę, czy choćby za rodzenie dzieci bez państwowego przyzwolenia.

Mając to wszystko w głowie, trudno uwierzyć mi było w aktualną wrażliwość władz chińskich i troskę o społeczeństwo. Dziwiły mnie też doniesienia o wstrzymywanej produkcji. Wszak podawana liczba umierających, chorych czy poddanych kwarantannie, w żaden sposób nie była istotna w zestawieniu z ogólną ilością mieszkańców Chin.

Najbardziej jednak dziwiło mnie, że informacje o wirusie w ogóle wychodzą z Chin. Reżim do tej pory dbał zawsze, aby świat nie dowiadywał się o jakichkolwiek chińskich problemach. Ma w garści wszystkie media, łącznie z Internetem, który może wyłączyć w każdej chwili wewnątrz kraju lub odciąć od światowej sieci.

Pokazał to zresztą w czasie zamieszek w Hongkongu, wyłączając na wszelki wypadek Internet w okolicznych prowincjach. Jeśli więc świat otrzymywał informacje o wirusie w Chinach, to z całą pewnością chciał tego reżim i realizował przy tym zaplanowaną strategię.

Drugi, aktualny etap zaczął się z chwilą przeniesienia epidemii do Europy. Od tego momentu drastyczne relacje rozchodzą się po świecie z Włoch i Hiszpanii. Pewnie, nim dokończę ten artykuł, zaczną wychodzić z następnych krajów.

Równocześnie, jak ręką odjął, kończy się epidemia w Chinach. To kolejny, w moich oczach, dowód na prowadzony przez Chiny atak informacyjny. Będą one teraz budować swój obraz sprawnego państwa i komunikować światu coraz większą wydolność swojej gospodarki oraz gotowość do niesienia pomocy.

Tę pomoc zademonstrowali już we Włoszech. Nie znam szczegółów, ale jestem przekonany, że nie była ona bezinteresowna i nigdy taka nie będzie. Jej rolą jest budowanie pozytywnego wizerunku Chin, zdobywania wpływów oraz przyczółków do dalszej ekspansji.

W tym momencie przychodzi mi zmierzyć się z największym zarzutem, jaki można postawić głoszonej przez mnie tezie. Przecież we Włoszech, w Hiszpanii, a nawet w Polsce nie ma żadnych powodów, aby nakręcać dalej spiralę strachu!

Tak jest rzeczywiście, ale chiński atak informacyjny wywołał już efekt śnieżnej kuli. Ludzie, media i niektóre rządy mają już wbity do głów strach przed zarazą i dalej ten strach napędzają.

Mogą to robić nieświadomie, bez zauważenia, że dali się „wkręcić”, a nawet w dobrej wierze. Jestem jednak pewny, że wiele grup działa tak cynicznie. Wszak od dawna wiadomo, że zewnętrze zagrożenie umacnia aktualną władzę, a finansjera potrzebuje usprawiedliwienia dla prognozowanego od lat zawalenia się światowego systemu finansowego. Nie brakuje też różnej maści „rewolucjonistów”, dla których kryzys jest szansą na wprowadzenia w życie swoich idei.

Ale dlaczego ludzie umierają?

Strach powoduje stres, o którym od dawna wiadomo, że zmniejsza odporność organizmu. Ludzie więc bardziej chorują. Ale najgorsza jest panika, która rozkłada systemy opieki zdrowotnej i umieralność najpewniej jest z tym bezpośrednio bardziej związana, niż z samym działaniem wirusa.

Spotkałem w sieci wiele analiz, które opierając się na danych statystycznych wykazują, że dzienna umieralność we Włoszech mimo „zarazy” w tym roku, wcale nie jest większa niż w poprzednich latach. Nie ma więc żadnych dowodów na zwiększoną umieralność i to jest fakt, który warto zapamiętać.

Pomińmy to jednak teraz. W zamian, proponuję spojrzeć na państwa, które podobnie jak Chiny, również zakomunikowały pokonanie korona wirusa. Mam tu na myśli Taiwan i Koreę Południową.

Obydwa funkcjonują od lat w zagrożeniu chińską dominacją i poddawane są niemal stale atakom informacyjnym, które nauczyły się odpierać. Odparły je więc i tym razem; zapanowały nad paniką, a przez to nad skutkami „wirusa”.

Warto też spojrzeć Rosję. Znana jest ona z umiejętności walki za pomocą informacji i myślę, że brak wirusowej histerii nie jest tam przypadkiem. Rozegra one walkę z wirusem na swoich zasadach i w swoim interesie.

A co ze ze Stanami Zjednoczonymi, Izraelem, Wielką Brytanią i Niemcami? Niewątpliwie są tam mocne wywiady i kontrwywiady, ale sytuację determinuje rozwinięta demokracja. Jej wymogi powodują, że władza musi wciąż wykazywać się dbałością o społeczeństwo i to na wyścigi z opozycją, zwłaszcza w obliczu wyborów. Zmuszona jest wiec do podjęcia kroków, które medialnie tę dbałość pokazują, ale w rzeczywistości kieruje się osiągnięciem swoich celów.

Co nas teraz czeka?

Chiny pokazały już światu, jak bardzo są ważne. Nawet Amerykanie dowiedzieli się, że aspiryna w ich aptekach zależy od dostaw z Chin. Teraz Chińczycy, w kolejnych atakach informacyjnych, będą budować i utrwalać przekonanie, że tylko oni są w stanie pomóc światu i będą tę pomoc oferować, wypierając przy każdej okazji Stany Zjednoczone.

Celem strategicznym tej wojny jest bowiem – moim zdaniem – zredukowanie USA do mocarstwa lokalnego, z wpływami jedynie na kontynencie Północnej Ameryki.

Rozpisane to zapewne zostało na wiele celów operacyjnych, wśród których jest pozbawienie dolara roli podstawowej waluty w transakcjach międzynarodowych oraz tworzenie nowych związków gospodarczych i organizacji międzynarodowych pod przewodnictwem Chin.

W obliczu tego, wszystkie państwa będą zmuszone od nowa zatroszczyć się o swoją pozycję, o dostawy, o bezpieczeństwo militarne itp. To temat na tony opracowań dla specjalistów, którym to zostawiam.

Dodam jedynie swoje przekonanie, że tradycyjna wojna, tzw. energetyczna, z czołgami, bombami itp. raczej nam nie grozi na poziomie światowym, ale zwiększa się prawdopodobieństwo wystąpienia takich konfliktów lokalnie.

Myślę, że w trzecim etapie chińskich działań powtórzy się niedługo znany od wieków schemat przejmowania przywództwa. Wykreowana będzie „ofiara” – będą to całe narody i państwa odczuwające skutki kryzysu.

Chińska propaganda pokazywać będzie, co narody lub państwa mogłyby mieć, co im się należy i co utraciły. Potem przyjdzie czas na wskazanie „winnego” takiego stanu rzeczy. Prawdopodobnie będą to Stany Zjednoczone, albo zachodni system wartości.

Na koniec przyjdzie pora na wskazanie „wybawcy”, którym będzie Chińska Republika Ludowa, ze swoją organizacją gospodarki i społeczeństwa. Rozpocznie się stopniowe przejmowanie przez Chiny światowej hegemonii.

Jeśli moja teza jest prawdziwa, to nie powinniśmy liczyć na szybkie przywrócenie dotychczasowych dostaw z Chin, a już na pewno na czysto handlowe ich zasady. Są one teraz chińskim orężem i będą bardzo powiązane z polityką reżimu. Piszę to wbrew wielu cenionym ekonomistom, którzy twierdzą, że chińska gospodarka nie może sobie pozwolić na dalsze wstrzymywanie dostaw.

Moim zdaniem może. Chińczycy mają ogromny wewnętrzny i nienasycony rynek, a niemal każdy Chińczyk oszczędności. Mogą więc nic nie wysyłać w świat nawet przez kilka lat i dalej się rozwijać.

Reszta świata niestety bez chińskich dostaw leży na łopatkach i dopiero teraz zauważa, że praktycznie nie potrafi już niemal niczego produkować. Wątpię, aby dało się to szybko zmienić i aby Chińczycy łatwo do tego dopuścili…

Cybernetyczne analizy już dawno dowodziły, że Stany Zjednoczone Ameryki przegrają rywalizację z Chinami. Myślę, że wirusowa wojna jeszcze to przyspieszy.

Oceńmy realnie naszą aktualną sytuację.

Epidemiolodzy twierdzą, że epidemia wygaśnie w dwóch przypadkach: kiedy wszyscy się już zarażą i wirus nie będzie miał kogo atakować, albo kiedy odetnie mu się możliwość zarażania następnych osób.

Czas epidemii w pierwszym przypadku oceniają na około dwa miesiące. W drugim jest trudny do przewidzenia, ale na pewno kilkakrotnie dłuższy i zależny od skuteczności podjętych środków oraz bez pewności, że się w ogóle powiedzie.

Ekonomiści z kolei mówią, że pierwszy przypadek jest zdecydowanie tańszy dla gospodarki. Wszystko działa w niej cały czas normalnie, a pomoc udzielana jest jedynie naprawdę potrzebującym. Drugi wymaga wygaszenia gospodarki i ogromnych strat.

Gdyby wirus stanowił duże zagrożenie, to nikt na świecie nie chciałby przechodzić przez pierwszy przypadek. Jednak poważne państwa, jak np. Wielka Brytania czy Niemcy deklarowały początkowo właśnie tę drogę. Dlaczego? Bo wiedziały, że korona wirus nie jest wcale taki groźny i nie chciały przegrać w tej informacyjnej wojnie.

Co prawda, potem zmieniły zdanie, ale to – w mojej ocenie – wyłącznie efekt potajemnych nacisków ze strony Chińczyków albo światowej finansjery, a nie medycznych analiz. Nieugięta zdaje się pozostawać Szwecja oraz Białoruś i zapewne niedługo przekonamy się, że dobrze na tym wyjdą.

Niestety w Polsce chiński atak od początku święci triumfy. Społeczeństwo zostało przestraszone, a rząd stanął – w mojej ocenie – po niewłaściwej stronie barykady, potęgując siłę chińskiego rażenia. Podjął kosztowną walkę z wirusem, poprzez izolację ludzi i zatrzymywanie gospodarki.

Ogromnie żałuję, że przyjął pokazywany przez Chiny sposób walki z wirusem. Uważam, że nie powinno się w obecnej sytuacji ufać Chińczykom! Nie ma też żadnych przesłanek, które mogłyby dowieść, że nasz rząd działa lepiej w interesie państwa i społeczeństwa, niż np. szwedzki.

Mam duże obawy, że nasz rząd nie kieruje się dobrem Polski, ale przede wszystkim, walczy o utrzymanie się PIS-u u władzy. Nie mam przy tym żadnej wątpliwości, ani nadziei, że inne polityczne opcje z naszej sceny, postępowałyby inaczej.

Jeśli chodzi o arenę międzynarodową, to należy spodziewać się słabnącej roli Stanów Zjednoczonych. Martwi mnie to bardzo, bo polska strategia wydaje się opierać wyłącznie na tej jednej, słabnącej karcie. Mam nadzieję jednak, że dojdą do głosu siły optujące za bardziej elastyczną polityką.

Myślę, że nie bez znaczenia w tym kontekście jest panujący w Chinach generalnie przyjazny stosunek do Polski i Polaków. Są źródła świadczące o tym, że w 1956 roku, to właśnie chińska postawa wobec Związku Radzieckiego uchroniła nas przed podobną masakrą, jakiej doświadczyli Węgrzy.

Wiem, że było to dawno, ale nie wykluczone, że i w obecnych czasach Chiny gotowe są traktować nas po przyjacielsku, choć oczywiście aktualne interesy na pewno będą najważniejsze…

Co możemy zrobić?

Ponieważ mamy do czynienia z wojną informacyjną, należy podjąć działania na jej froncie, czyli zadbać o to, co się dzieje w naszych głowach i racjonalizować indywidualne i społeczne zachowania.

Przede wszystkim, nie należy poddawać się strachowi i panice. Powinniśmy selekcjonować docierające do nas informacje i nie wierzyć we wszystko. Do tej selekcji w większości wypadków wystarczy zwykła logika. Wierzę, że przyda się też to, co piszę w niniejszym artykule.

Polecam ciągle pamiętać o tym, że Chiny to paskudny reżim. Osiągnął on, co prawda, sukcesy gospodarcze na niebywałą skalę, ale wciąż totalnie zniewala jednostki w sposób, którego nie będą w stanie znieść ludzie z zachodniego kręgu cywilizacji.

Wyciągając wnioski z pierwszych działań i rekomendacji rządów Wielkiej Brytanii i Niemiec, przyjąć można, że korona wirus nie jest wiele groźniejszy od wirusa zwykłej grypy i całej masy innych chorób, szerzących się po świecie. Przestańmy się zatem baćto chyba najważniejsze.

Nie wzywam do bojkotu zaleceń naszego rządu, bo mam za mało danych, aby je podważyć. Zwracam natomiast uwagę, że rząd nie walczy teraz (podobnie jak i inne rządy w wielu krajach) z zagrożeniem, jakie stanowi bezpośrednio korona wirus, ale z efektami obowiązków i procedur, które sam wprowadził i paniki, którą wciąż podsyca.

To zamknięte koło, kręcące się coraz szybciej. W mojej ocenie, może zatrzymać je tylko skuteczna akcja informacyjna, wyjaśniająca społeczeństwu, że ten wirus to nic nadzwyczajnego. Pomocny byłby też natychmiastowy, powszechny i łatwy dostęp do maseczek, fartuchów, środków do dezynfekcji, testów itp. “rekwizytów”, które uspokoiłyby społeczeństwo.

Póki co, nic takiego się jednak nie zapowiada. Media prześcigają się w tragicznych doniesieniach, a rząd nawet nie próbuje przeprowadzić takiej kampanii. Mam w związku z tym spore podejrzenia, że nasz rząd w ogóle nie reprezentuje interesów polskiego społeczeństwa, lecz jest przekupiony i z premedytacją realizuje niszczące Polskę zalecenia pochodzące z zewnątrz. Nakładają się na to cwaniackie, prywatne interesy i interesiki małych ludzików na wysokich stanowiskach…

Pewnie historia kiedyś dostarczy na to dowodów. Ale tymczasem będzie coraz gorzej. Nie dajmy się jednak zwariować! Czego nie robi rząd, możemy robić sami w najbliższym otoczeniu. Starajmy się normalnie żyć, a przede wszystkim prowadzić nasze biznesy. Wiele z nich jest zupełnie niewrażliwych na wirusa. W innych można łatwo wprowadzić proste procedury, pozwalające działać.

Pamiętajmy, że naprawdę zagrożeni wirusem są tylko ludzie starzy i schorowani. Ich należy izolować i otoczyć opieką. Ludzie młodzi i zdrowi mogą i powinni pracować! Przymusowe pobyty w domach wykorzystujmy do nauki i osobistego rozwoju. Nie marnujmy tego czasu.

Pomagajmy sobie wzajemnie – wszak prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Może to dobra pora, aby kupować towary i korzystać z usług tylko polskich podmiotów? Może to również dobry czas, aby wymusić wreszcie na rządzących ograniczenie biurokracji, obciążeń podatkowych i panoszenia się bankierskiej lichwy? Może trzeba wspólnie zaprotestować w tej kwestii?

Myślę, że gdyby udało się wyzwolić z okowów biurokratycznych i fiskalnych obciążeń naszą, polską przedsiębiorczość, to gospodarka wcale nie byłaby skazana na „wirusowe” spowolnienie czy załamanie. Przy okazji dodam, że całe to gadanie o gospodarczym krachu, to kolejny etap informacyjnej wojny, której nie można się poddawać. Pamiętajcie, że materialne zasoby nie ucierpiały. Nie wymarli też masowo ludzie, ani masowo nie chorują.

Jeśli nawet na jakiś czas padnie jakaś branża, choćby turystyka (z której sam żyję), to nie będzie końca świata. W praktyce oznacza to bowiem, że tysiące, a może i miliony Polaków nie wyjadą na wczasy za granicę, a zatem ich pieniądze pozostaną w kraju. Może wyremontują za nie domy, kupią meble, albo więcej kiełbasy na grilla? Czy polska gospodarka na tym straci? Czy nie może zyskać?

Róbmy więc swoje! Dla poprawy nastroju, zapraszam do posłuchania starej piosenki Wojciecha Młynarskiego, o takim właśnie tytule – kliknij tutaj.

Pozdrawiam, Wojtek Bednarczyk, www.polskioffroad.com


PS

Dodano 25 marca 2020 roku.

Znalazłem trochę czasu i przeanalizowałem dane o śmiertelności we Włoszech.

Na początek dane z Włoskiego Instytutu Zdrowia
(źródło: https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-w-europie,kto-umiera-przez-koronawirusa–ukazal-sie-raport-na-temat-smiertelnosci-we-wloszech,artykul,75121829.html):

Wśród zmarłych we Włoszech osób zakażonych korona wirusem kobiet jest o połowę mniej niż mężczyzn. Średnia wieku zmarłych kobiet to ponad 83 i pół roku, a mężczyzn ponad 79 lat. Do 17 marca w związku z korona wirusem zmarło 601 kobiet i 1402 mężczyzn.

Wśród zmarłych jest 17 osób w wieku poniżej 50 lat. Pięć z nich było poniżej 40. roku życia i byli to wyłącznie mężczyźni z ciężkimi, współistniejącymi chorobami.

Średni wiek zmarłych pacjentów zakażonych koronawirusem – ponad 80 lat – jest o 17 lat wyższy od średniej wieku osób, u których potwierdzono obecność tego patogenu (około 63 lat).

A oto dane Organizacji Narodów Zjednoczonych
(źródło: dane ONZ https://www.macrotrends.net/countries/ITA/italy/death-rate):

Liczba zgonów we Włoszech, przypadająca na 1000 mieszkańców

  • rok 2017: 10,403 zgony, wzrost o 0,68% w porównaniu z 2016 r.
  • rok 2018: 10,474 zgony, wzrost o 0,68% w porównaniu z 2017 r.
  • rok 2019: 10,566 zgonów, wzrost o 0,88% w stosunku do 2018 r.
  • prognoza na 2020 rok (zrobiona jeszcze przed korona wirusem):
    10,658 zgonów, wzrost o 0,87% w stosunku do 2019 r.

A teraz moja pobieżna analiza:

W 2018 roku Włochy miały 60,48 milionów mieszkańców (przyjmuję dalej 60 milionów, dla łatwiejszego liczenia).
Z przemnożenia wynika, że na 2020 rok przewidywano 639480 zgonów. To z kolei daje 1752 zgony dziennie (podzieliłem przez 365 dni).
Na korona wirusa zmarło do tej pory we Włoszech 6820 osób (źródło: gazetaprawna.pl).
Pierwsze przypadki pojawiły się około 20 lutego, a dziś jest 25 marca, więc tę całkowitą liczbę zgonów na korona wirusa dzielę przez 33 dni.

Wynik korona wirusa to 206,67 zgonów dziennie. Nie ma przesłanek, aby nie uznać, że ta liczba mieści się w „normalnej” ilości, przewidywanej na 1752 zgony dziennie w skali roku. Stanowi najpewniej część z nich.

Jest przecież wielce prawdopodobne, że ze względu na wiek i ciężkie choroby, umierający oficjalnie na korona wirusa, umarliby też bez niego, albo na zwykłą grypę, której statystyczne oddziaływanie, tutaj przedstawiam:

Według danych CDC, w ciągu roku w samych tylko USA, na zwykła grypę zachorowało 35,5 miliona osób, z czego zmarło 34200. Spróbujmy przełożyć to proporcjonalnie na cały świat.

W USA jest 320 milionów mieszkańców, a na całym świecie 7,53 miliarda, więc na całym świecie na zwykłą grypę umarło około 804 tysiące osób.

Na korona wirusa umarło dotychczas ponoć ponad 21 tysięcy. To prawie 40 razy mniej niż na zwykłą grypę. Mamy więc jeszcze “zapas” około 780 tysięcy zgonów do dowodu, że korona wirus jest groźniejszy od zwykłej grypy.

Pozwolę sobie jeszcze na prognozę:

Już niedługo dojdzie do przełomu we Włoszech i śmiertelność spadnie. Nie będzie to jednak wynik skutecznej walki z korona wirusem, a jedynie efekt wymarcia osób starych i schorowanych. Dzienna śmiertelność spadnie i ostatecznie, w bilansie rocznym liczba zgonów pewnie nie odbiegnie znacznie od prognozowanych przez ONZ. No chyba że, ludzie zaczną umierać z powodu krachu gospodarczego i tego – moim zdaniem – trzeba się bardziej obawiać, niż wirusa.

Dodano 27 marca 2020 roku.

Nie wiem jak to jest możliwe na podstawie powyższego artykułu, ale kilka osób (na szczęście znikomy procent) wyciągnęło wnioski, że namawiam do łamania rządowych zaleceń.

Zapewniam więc, że jestem absolutnie za kwarantanną i przestrzeganiem zaleceń rządu. Jest faktem, że nie oceniam ich jako dobrą drogę, bo gospodarcze skutki, a w efekcie i zdrowotne dla naszego społeczeństwa mogą być gorsze, niż działanie wirusa. Ale skoro już jesteśmy na tej drodze, czyli że koszty już na pewno niestety będą, to nie jestem idiotą, aby namawiać do poniesienia ich na darmo, pozbawiając się choćby nawet niewielkiej nadziej, że zadziałają.

Dodano 28 marca 2020 roku.

Niniejszy artykuł spowodował sporą dyskusję na facebooku. Cieszę się ogromnie, bo większość osób biorących w niej udział wykazuje się samodzielnym myśleniem i analizowaniem sytuacji.

Dodały one wiele wartościowych komentarzy, wskazały też linki do ciekawych treści. Ja także się tam napociłem, walcząc z tą zafundowaną nam psychozą. Zapraszam do zajrzenia: https://www.facebook.com/polskioffroad/